Ten dzień...

Ten dzień...

„Rozszerzenie Unii Europejskiej na Wschód, a także dążenie do stabilizacji monetarnej powinny prowadzić do coraz ściślejszego wzajemnego powiązania narodów, przy zachowaniu tożsamości i historycznych tradycji każdego z nich, tak by mogły dzielić się niejako dziedzictwem wartości, które ukształtowało się przy ich współudziale, a do którego należy godność człowieka, jego podstawowe i niezbywalne prawa, nienaruszalność życia, wolność i sprawiedliwość, zmysł solidarności i odmowy dyskryminacji kogokolwiek.”
/ fragment przemówienia JP2 do parlamentarzystów austriackich, Rzym, 23 marca 1997/
*
Ten dzień to chyba…najsmutniejszy dzień papieski - gdyby nie Wiadomości TV i zbiórki przed kościołami, to można by powiedzieć, że niedziela jak każda inna. Czego mi zabrakło? Tego entuzjazmu, jaki jeszcze kilka lat temu można było odczuć – koncerty, udekorowane autobusy, a nawet oflagowane domy i akcenty w świątyniach. Pamiętam, że były takie próby, aby ta wyjątkowa niedziela w październiku była przeciwwagą dla akcji Jurka Owsiaka (zgadzam się, że trochę bez sensu), ale jak widać zapału nam nie starczyło na długo. Zresztą, może jest nam trochę ( a powinno być bardzo) wstyd. Bo 8 lat po śmierci „naszego papieża” (był przecież dla wszystkich), Kościół w Polsce zupełnie się pogubił, a przecież jeszcze tak niedawno był perłą w koronie europejskiego katolicyzmu. Nie tylko za czyny, ale też za słowa zdarzają się dymisje – jednak nie u nas, więc jak tu obnosić się z JP2, który za kilka miesięcy zostanie ogłoszony świętym?

Może było i tak (ale to w stolicy), że dzień papieski wypadł nie w porę, bo zbiegł się z dniem referendum, który może się kojarzyć ze strachem. A jeśli się boję, to nie mam głowy do radowania się, pamiętania o czymś wzniosłym i ważnym (stypendia to rzecz ważna, bo chodzi tu o ciągłość pomagania często już od gimnazjum, aż do ukończenia edukacji na poziomie wyższym). Strach, ale przed czym? Przed tym, że mieszkańcy Warszawy wykształcą w sobie nawyk wysokiej frekwencji, od której tak naprawdę zależy jakość demokracji? Czego się bano? Ano tylko jednego, że zadowoleni i syci zostaną w domu, a do urn pobiegną niezadowoleni. Zastanawiająca jest niska frekwencja na Ursynowie (może najniższa? – Nie podano wszystkich dzielnic) i ta wysoka w Śródmieściu, a więc w samym sercu miasta. Mam tylko nadzieję, że ten wynik PO odbierze jako żółtą kartkę, bo ja - wyborca PO od zawsze ( wcześniej UW) życzyłbym sobie, aby tak odebrany został mój udział w tym referendum.
**
Nasz zegar się nieco późni:)

Odpowiedzi

Wawer...Aleksandrów

* najwyższa frekwencja - komisja nr 529 (Klub Kultury, Aleksandrów Pierwszy) - 34,01 proc.

* najniższa frekwencja - komisja nr 515 (Zespół Szkół Prywatnych, Wał Miedzeszyński) - 22,36 proc.

* w czterech obwodach zamkniętych w tej dzielnicy najwyższa frekwencja była w komisji nr 1147 (Zakład Leczniczo-Opiekuńczy, ul. Olchy) - 40 proc., najniższa w komisji nr 1128 (Międzyleski Szpital Specjalistyczny) - 14,57 proc.