f.pl na wakacje – "Obłęd i wielka przygoda"

f.pl na wakacje – "Obłęd i wielka przygoda"

- Do tej pory nie podnieśliśmy się po tej tragedii.

- Niestety. Do tego zburzenie stolicy państwa, wyrwanie serca narodowi. Zniszczenie archiwów, bezcennych dzieł sztuki, zabytków, kościołów, doprowadzenie do ruiny materialnej miliona obywateli. A wreszcie zlikwidowanie budowanej z takim mozołem i poświęceniem Armii Krajowej. Powstanie warszawskie było ostatnim gwoździem do trumny naszej niepodległości. Było dobiciem II RP i ostatnim wielkim aktem zagłady naszych elit. Kiedy wiec myślę o tym, że powstanie warszawskie się nie opłaciło, ze cała gigantyczna ofiara nie przyniosła żadnego efektu to robi mi się potwornie smutno. Ale wręcz rozpacz mnie ogarnia, kiedy myślę, że już przed wywołaniem powstania nie mogło być żadnych wątpliwości, że może ono przynieść jakikolwiek efekt (…)

- Najlepiej było chyba nie robić nic.

- To jest właśnie odpowiedź, którą daję w książce. Wiem, że to bardzo kłóci się z naszym temperamentem, ale w 1944 roku powinniśmy pozostać bierni. Jest wielu przeciwników powstania warszawskiego, którzy uważają, że zamiast walczyć z Niemcami, trzeba było zrobić powstanie przeciw Sowietom. Skończyłoby się tom jednak taka samą masakrą. W walce z Armią czerwona nie mieliśmy żadnych szans. W 1944 roku mieliśmy trzy możliwości: walczyć z Niemcami, walczyć z Sowietami albo nie robić nic. Należało wybrać tę ostatnią.

(…) Proszę spojrzeć na sytuację w 1944 roku. Armia Czerwona wkracza do Polski, aby ją ujarzmić. Na jej drodze leży niepokorne miasto z silną, niepodległościową organizacją, jaką jest Armia Krajowa. Hans Frank w 1943 roku powiedział: „ Mamy w tym kraju jeden punkt, z którego pochodzi wszystko zło: to Warszawa. Gdybyśmy nie mieli Warszawy w Generalnym Gubernatorstwie, to nie mielibyśmy czterech piątych trudności, z którymi musimy walczyć. Warszawa jest i pozostaje ogniskiem zamętu, punktem, z którego rozprzestrzenia się niepokój w tym kraju”. Stalin mógł się obawiać, że Warszawa będzie odgrywała podobną rolę pod nową sowiecką okupacją. Że będzie główną przeszkodą na drodze do ujarzmienia Polski. Powstanie warszawskie usunęło ten problem. Miasto zostało zburzone, warszawiacy rozpędzeni na cztery strony świata, a AK zlikwidowana. To był więc najlepszy prezent dla Stalina. Niestety powstanie warszawskie leżało tylko i wyłącznie w interesie Związku Sowieckiego. Dla Polski i Polaków było wielkim nieszczęściem (…)

/ Z rozmowy z Piotrem Zychowiczem - autorem książki „ Obłęd 44” wyd. Rebis, Poznań 2013. Cały wywiad ukazał się w Polska The Times w wyd. 12-14 lipca br./

*
(…) 1 sierpnia mieliśmy nadzieję, że zwycięstwo jest tuż - tuż, że zajmiemy Warszawę i po trzech, czterech dniach jako gospodarze witamy Rosjan (…)

Przychodzi Godzina W. Dostajemy opaski powstańcze, broń - i już pierwszy zawód. Karabin ma, co piąty, do tego dwie filipinki albo dwie sidolki ( granaty produkowane w konspiracji). Broni maszynowej nie ma w ogóle, nie ma też saperów. Bramy nie zostały wysadzone, wieże nie zostały unieszkodliwione, ale stu chłopaków ruszyło do ataku. Z mojego mausera ( z 5 nabojami) nie wystrzeliłem ani razu, bo natychmiast padliśmy pod ogniem. Na szczęście porucznik Wit zdecydował o odwrocie. Na ulicy zostali zabici i ranni, sanitariuszkom udało się do nich dotrzeć dopiero w nocy. Ale te pierwsze dni odbieraliśmy jako zwycięskie (…)

Czy było warto? Powstanie to była – nie wiem czy tak można to nazwać – wielka przygoda naszego życia (…)

Dzisiaj myślę, że gdyby dowództwo AK miało świadomość, jak okrutni będą Niemcy i że walka potrwa dwa miesiące zamiast 2-3 dni , nie wydałoby rozkazu do wybuchu powstania.

I jeszcze jedno. W 1946 roku udało mi się odszukać matki dwóch moich przyjaciół, których zabrałem na zbiórkę w Godzinie W. Jeden zginął na Woli 4 sierpnia, drugi dzień później został spalony wraz z innymi rannymi w Szpitalu św. Łazarza przy Górczewskiej. Rozmawiałem z tymi matkami w różnych miejscach, ale obydwie powiedziały mi to samo: „Gdybyś po niego nie przyszedł to by żył” Do dzisiaj czuję się za to odpowiedzialny.

/ Ze wspomnień płk. Edmunda Baranowskiego / GW , 27-28 lipca/

*

Ci co wydali rozkaz do walki
niech policzą nasze trupy.
Niech pójdą przez ulice
których nie ma
przez miasto
którego nie ma (…)
niech liczą aż do śmierci
nasze trupy

/Anna Świerczyńska/

**

Będąc absolwentem Liceum im Powstańców Warszawy sam od lat mam dylemat jak uczcić pamięć walczących i pomordowanych cywilów. Tak jak nie chciałem, aby moja obecność na Krakowskim Przedmieściu w kwietniu 2010 r. była odebrana inaczej jak tylko hołd dla najwyższego urzędu RP, tak nie chcę, aby flaga wywieszona 1 sierpnia wskazywała, że pochwalam decyzję o Godzinie W, bo nie pochwalam. Cieszę się, że nie jestem w tej opinii osamotniony, że młode pokolenie nie boi się iść pod prąd utartym stwierdzeniom o słuszności wybuchu powstania. Stąd 1 sierpnia pochylam nisko głowę o godz. 17.00 i czczę pamięć tych, co polegli i tych, co przeżyli tylko po to by potem przejść przez tygiel stalinizmu.

Odpowiedzi

Obłęd

Oczywiście, po co powstanie skoro "już przed wywołaniem powstania nie mogło być żadnych wątpliwości..."
Ale trzeba być konsekwentnym. Po co Armia Krajowa i ruch oporu i w ogóle jakakolwiek walka, przecież "nie mogło być żadnych wątpliwości", że i tak się nie uda. Trzeba było powołać rząd kolaboracyjny, pomóc zorganizować obozy koncentracyjne i wyłapać Żydów. Może by się bardziej opłaciło??

„Gdybyś po niego nie przyszedł to by żył”. Jak zwykle w GW dobrze dobrane cytaty. Walkę ewentualnie można rozpocząć tylko przy stuprocentowej pewności wygranej i pod warunkiem, że nikt nie zginie i za bardzo się nie zmęczy. Bo najwyższą wartością jest własny tyłek i jego ochrona.

Dobrze, że nie wszyscy tak myślą bo nie mielibyśy nigdy żołnierzy gotowych walczyć, strażaków gasić pożar, ratowników ratować ludzi...

Druga możliwość)

Miałem dwie możliwości – albo nie komentować, albo podjąć „walkę” nie mając „stuprocentowej pewności wygranej i pod warunkiem, że nikt nie zginie i za bardzo się nie zmęczy” . Zdecydowałem się na to drugie wyjście, bo jak Pablo jestem nieodrodnym synem tej ziemi:).

Ale zanim zacznę to jak zwykle dziękuję za wpis, bo na f.pl każdy wpis jest cenny – co prawda spodziewałem się odpowiedzi Jarka, ale On albo oddaje się wakacyjnemu lenistwu, albo machnął już ręką:).

W jednej kwestii ( a mam nadzieję , że nie tylko w tej jednej) możemy się zgodzić – NIKT w RP nie ma zamiaru odzierać uczestników powstania z 1944 roku z należnej im czci i odmawiać hołdu za daninę złożoną ze swojego życia.

Fakt - powoływanie się na GW jest nieco ( lub bardzo!) passe w pewnych środowiskach. Może zatem lektura wydań weekendowych Polska The Times ( felieton Pawła Zarzecznego „ Dwa teksty i dwie lektury obowiązkowe”) i Rzepy ( „Lekcja Realpolitik” Sebastiana Bojemskiego) będą bardziej wiarygodne?

A jeśli już o GW mowa – tegoroczna edycja „f.pl na wakacje” to w głównej mierze „palcówka” , a nie metoda „kopiuj i wklej” – a to oznacza , że skróty pochodzą ode mnie, bo nie kończyłem Studium Stenotypii i Języków Obcych – a więc uderzam w klawiaturę tak jak umiem:).

„Jak zwykle w GW dobrze dobrane cytaty”

- Tu pozwolę sobie zauważyć, że to dosyć powszechny pogląd ( w pewnych środowiskach), ale mnie się wydaje, że używany tylko wówczas, gdy opiniotwórcy brakuje …argumentów. Czy jestem fanem GW? To zależy czego w danej gazecie szukam – a w tej szukam gospodarki, analiz społecznych i wiadomości ze świata – reszta mnie zupełnie nie INTERESUJE ( nawet sport:)). Jeśli byłem fanem to gazety „Dziennik”, której jak wiadomo już nie ma – stąd dziś czytam ww. tytuły ( w te wakacje w piątek nawet dostaję wydanie sobotnie Rzepy:)).

Ale wracając do meritum „Oczywiście, po co powstanie skoro "już przed wywołaniem powstania nie mogło być żadnych wątpliwości..." Ale trzeba być konsekwentnym. Po co Armia Krajowa i ruch oporu i w ogóle jakakolwiek walka, przecież "nie mogło być żadnych wątpliwości", że i tak się nie uda.”

- Tak, to prawda „coś trzeba było zrobić”. Jeśli nawet tym „czymś” miało być powstanie to czy był to właściwy czas ( patrząc na powstania w Paryżu i Pradze)? W okupowanej Warszawie AK była najpoważniejszą siłą polityczną i wojskową, ale tym samym nie jedyną - dowództwo NSZ jeszcze w południe 1.08 było zapewniane przez KG AK , że żadnego powstania nie będzie. Chyba zgodzimy się, że sam „Iwan” ( Armia Czerwona) zachęcał nie tylko AL i GL do wybuchu powstania? A przytaczany po wojnie argument o AK stojącej z bronią u nogi ( a więc biernej) też pchał decydentów w„obłęd”. Powstanie było zaplanowane przez zawodowych żołnierzy WP ( i z tymi literami na opaskach powstańcy szli w bój) i to oni powinni przewidzieć konsekwencje – również te dotyczące cywili – przecież rok wcześniej Niemcy na oczach warszawiaków rozwiązali ostatecznie kwestię 1/3 mieszkańców tego miasta. Nie spieramy się o powstanie w getcie warszawskim – bo tam decyzją ŻOB Żydzi postanowili wybrać rodzaj śmierci , bo też tylko taki mieli wybór.

Czy Warszawa w 1944 roku też tylko stała przed wyborem rodzaju śmierci?

Proszę wpiszcie w Google hasła: „ warszawskie dzieci” lub "Różyczka Goździewska", a potem zadajcie sobie pytanie - A, co byłoby gdyby to była moja córka, mój syn?

Owszem, decyzja o wybuchu Godziny W była w jakimś sensie odpowiedzią na zarządzenie Niemców, że oto rękami warszawiaków rozpocznie się zamiana Warszawy w twierdzę, ale to jeszcze nie był dowód na to, że miasto zostanie unicestwione.

„Trzeba było powołać rząd kolaboracyjny, pomóc zorganizować obozy koncentracyjne i wyłapać Żydów. Może by się bardziej opłaciło??”

- Tu też się zgadzam, że to nie leży w naszej mentalności – zawsze wypełniamy swoje zobowiązania sojusznicze i chyba podobnie jak w przypadku Stalina wierzymy, że "polskie (Stalin - ruskie) baby nastarczą z rodzeniem".

„Dobrze, że nie wszyscy tak myślą bo nie mielibyśmy nigdy żołnierzy gotowych walczyć, strażaków gasić pożar, ratowników ratować ludzi...”

- Zawsze 90 % substancji narodu w sytuacji ekstremalnej ( a taką jest wojna) myśli tylko o tym aby przetrwać, bo to wpisane w geny każdego ziemskiego gatunku. Osobną sprawą jest w jaki sposób ? – czy pozostając porządnym, ryzykując życie dla innych , czy się szmacąc?

Zawsze pierwszeństwo do ewakuacji mają kobiety i dzieci – latem 1944 postąpiliśmy irracjonalnie wysyłając młode pokolenie na śmierć…
Dlaczego powstańcy są nam tak bliscy ? – bo patrzymy na twarze ludzi, którzy wpisują się w profile nk.pl i facebook’a. To była młodzież kształcona na czas po wojnie, gdzie znów wszystko trzeba będzie podnosić z ruin, gdzie w wyniku przesunięcia granic trzeba będzie tworzyć aparat państwa. Tylko kilka procent społeczeństwa II RP mogło pochwalić się wykształceniem wyższym - wykształcenie średnie (matura) otwierało szeroko drzwi do tzw. kariery. Wierzę, że gdyby owe 200 tys. ludzi nie zginęło to komunizm w Polsce miałby bardziej stonowane oblicze ( ci ludzie byliby "zagospodarowywani" przez nową władzę, ale ci ludzie mieliby skrupuły by ogniem i mieczem krzewić nowy ustrój). A już argument o ratownikach , strażakach i żołnierzach (sorry) zupełnie mnie nie przekonuje - jestem w stanie wymienić dziesiątki państw, gdzie powstań nie było, a…

Czy dźganie rannego tygrysa ma sens?

Wszyscy, którzy przechodzili PW ( przysposobienie wojskowe) powinni pamiętać, że aby przeprowadzić udany kontratak trzeba w polu mieć przewagę 3:1, a w mieście 7:1( nie tylko w ludziach, ale również w sprzęcie) – powstanie było prezentem również dla Niemców – zdobyte doświadczenie wykorzystali później w obronie Wrocławia.

Ale zgadzam się – dziś podobnie jak wtedy poszlibyśmy by nie tyle wygrać, ale walczyć bo jesteśmy nieodrodnymi synami tej ziemi:(.
Zresztą, doświadczeni przez historię dziś jeśli mamy się bić, to albo żeby wygrać, albo żeby nie było obciachu.

I na koniec „miękkie przejście”, tym bardziej, ze już niedługo 1.09 …list warszawiaka zamieszczony w TP:

„Irytują mnie te wszystkie krwawe rocznice i obchody. Wołyń mamy za sobą, teraz Powstanie Warszawskie. Narodowy nieboszczyk peregrynuje po Polsce. Mnie każe obmacywać rany, pieścić czaszki z otworami po kulach i pamiętać o poderżniętych gardłach. Ciągle odbywają się ekshumacje i odtwarza się tragedie. I pośrednio zachęca się do kultywowania nienawiści. Co mam powiedzieć pani z Ukrainy , która sprząta moje mieszkanie? Jak rozmawiać z niemiecką rodziną, która stała się też i moją? Tymczasem opisywane przypadki tragedii to przykłady naszej słabości. Na Wołyniu była tragedia bo byliśmy słabi. W Katyniu podobnie. Do tego Powstanie Warszawskie, które zakończyło się klęską i gigantycznymi stratami, bo byliśmy naiwni i słabi. Ponadto przeciwko niemieckiej machinie wojennej skierowaliśmy dzieci!
I rzecz ostania. Jakie wyrośnie społeczeństwo polskie wychowane na obchodach klęsk, masakr i pamięci o tym jak nas zabijano i jak byliśmy słabi”

Dlaczego to miękkie przejście? Bo na 1.09 chciałbym „wpalcować” opinię młodego pisarza ze Śląska, który nie może już znieść "obnoszenia zbitej dupy na sztandarach".

A od siebie dodam tylko do ww. przytoczonego listu w Tygodniku Powszechnym – skończmy już z tymi rekonstrukcjami, bo za chwilę zaczniemy rekonstruować komory gazowe, aby lepiej „poczuć” tamten czas.

Pozdrawiam:)

j.

Odpowiedź

GW i zbliżone jej środowiska przytaczają tylko takie cytaty, które im pasują to tezy, która brzmi mniej więcej tak: szacunek dla powstańców, obłęd dla przywódców. Kryje się za tym szersza ideologia, dająca o sobie znać nie tylko przy okazji powstania warszawskiego. Ale do rzeczy, żeby nie było, że to brak argumentów i żeby się nie skupiać na GW (bo nie warto).

"Coś trzeba było zrobić”. No niestety, czasem trzeba też coś zrobić..:) Ale co? A może udawać, że się coś robi? Albo ukryć się gdzieś i wyjść jak będzie po wszystkim?... Po to się chyba tworzy wojsko żeby czasem walczyło. Po to tworzona była AK, żeby walczyć o wolność.
Czy to był dobry moment? Decyzję o rozpoczęciu powstania dowódcy podjeli, bo takie mieli wtedy informacje, m.in.: wycofujący się Niemcy, zamach na Hitlera 20 lipca, Rosjanie pod Warszawą, manifest PKWN ogłoszony 22 lipca, postępujący front zachodni, wspomniane rozporządzenia niemieckie...
Kto mógł przewidzieć (wtedy, bo teraz pewnie dla wielu "nie ma żadnych wątpliowści"), że Stalin zatrzyma się pod Warszawą i będzie czekał. Ustaleń Trójki o przekazaniu Polski w strefę wpływów Stalina też nie znali.
Czy można było podjąć wtedy lepszą decyzję? Mając dzisiejszą wiedzę być może tak. Wtedy, chyba nie.
Natomiast stwierdzenie, że "nie mogło być żadnych wątpliwości" to, mówiąc delikatnie, gruba niesprawiedliwość wobec dowódców powstania i przede wszystkim nieprawda.

"...by przeprowadzić udany kontratak trzeba w polu mieć przewagę 3:1, a w mieście 7:1"
Dobrze, że Piłsudski nie chodził na PW i nie znał tych teorii w 1920r. bo mówilibyśmy dzisiaj po rusku.
"powstanie było prezentem również dla Niemców – zdobyte doświadczenie wykorzystali później w obronie Wrocławia." To żart czy naprawdę uważasz to za dobry powód żeby nie rozpoczynać powstania??

„Irytują mnie te wszystkie krwawe rocznice i obchody..."
Rozumiem z tych wypowiedzi, że powinniśmy zapomnieć o "tych wszystkich rocznicach"? Czyli w zasadzie zapomnieć o naszej historii i przestać uczyć jej w szkołach (to się zresztą chyba powoli już dzieje)? Najlepiej w zamian uczmy się historii USA bo jest bardziej cool. Podsuńmy również Żydom ten wspaniały pomysł żeby przestali przynudzać o holokauście i "obnosić zbitą dupę".

"Co mam powiedzieć pani z Ukrainy, która sprząta moje mieszkanie? Jak rozmawiać z niemiecką rodziną..."
Pewnie zapaść się pod ziemię ze wstydu i przeprosić za "kultywowanie nienawiści"?? Wydawało mi się do tej pory, że to raczej spadkobiercy sprawców wojny czy zbrodni mogliby mieć jakiś problem ale widzę, że w tej logice jest odwrotnie. Poddaję się...

Dla mnie z powyższych cytatów i wypowiedzi przebija jakiś straszny kompleks polskości oraz podejście, które jedna ze współczesnych śpiewaczek (M. Peszek) wyraziła wprost, nie między wierszami - że jakby coś się w Polsce złego działo, „to ja spierdalam z tego kraju”, "nie oddałabym ci polsko ani jednej kropli krwi, sorry Polsko..."

pozdrawiam:)
P.

To tylko o ...Wrocławiu

- To nie żart, to fakt :(.
A poza tym zachęcam do częstszej aktywności na f.pl":)

show?

Powstanie obecnie jest mocno obecne, szczególnie w popkulturze. Ale czy robiąc filmy, rekonstrukcje czy śpiewając pieśni, nie gubimy wątku ofiar cywilnych powstania?

- Oczywiście, że gubimy. Popkulturę interesują bohaterowie albo ludzie, których można przedstawić jako bohaterów. Ciekawe są tylko sytuacje bohaterskie albo nadzwyczajne. Sama walka dobrze się sprzedaje. Natomiast życie kogoś w piwnicy, kto ukrywa się przed bombami, a potem w tej piwnicy ginie w gruzach, jest mało spektakularne i niewielu interesuje. / prof. Andrzej Paczkowski IPN - fragment wywiadu/
*
To prawda – powstanie świetnie się sprzedaje jako wojenna gra uliczna, bieg pod ostrzałem karabinu maszynowego, buczenie na Powązkach, rowerowa masa krytyczna i pozostaje tylko pytanie co jeszcze można zrobić ( jak się bawić?) aby było cool? To już niczym zburzenie Bastylii, ale pewnie dlatego, że „show must go on”:(