Czy bliżej nam do „naszego”, czy jednak do „mojego” Aleksandrowa?

To zdjęcie boiska każe mi postawić to pytanie. Jak sięgam pamięcią w przeszłość ( niezbyt odległą, bo 15-sto letnią) integracja na naszym (z akcentem) osiedlu przebiegała zawsze nie za czymś, ale przeciw czemuś.

#
Aleksandrów jest bardzo młodym organizmem miejskim – w sumie to jeszcze przeżywa okres dojrzewania. A jeśli tak, to ścierają się tu interesy różnych grup mieszkańców. Pierwszy podział - miejscowi twierdzą, że coś im się od tej stołeczności należy i to w pierwszej kolejności, przyjezdni zaś czekać nie chcą. Nowi chcą niejako mieć ciastko - natura, cisza i spokój, a jednocześnie je zjeść – żyć w warunkach nie gorszych niż miało to miejsce na osiedlu, gdzie równo, oświetlone i kulturalnie. Drugi podział przebiega na linii planu zagospodarowania terenu – ci, co mają jeszcze, co sprzedać chcą przeznaczyć na infrastrukturę jak najmniej, dbając przy tym, aby droga nie była za szeroka, linia energetyczna nie kolidowała z podziałem ziemi na działki, co przy zniszczonej infrastrukturze wodnej wcale nie oznacza, że są to działki o przeznaczeniu budowlanym. Ale tu pytanie, czy my stojący po drugiej stronie - raptem kilka metrów i dom z kredytem, nie walczylibyśmy będąc na ich miejscu? Zwłaszcza, że wygrana jest pewniejsza niż w „totkowej” kumulacji?
Problem w tym wypadku nie leży w walce, ale w udawaniu, że coś robię dla społeczności, bo najczęściej nie pozwalając na zmiany, działam przeciwko tej społeczności. Władza zapewne też odgrywa tu swoją rolę – zasada „dziel i rządź” sprawdza się tu lepiej niż gdzie indziej.
Wystarczy jeden mocniejszy głos, jeden sprzeciw i po sprawie…znów „onych” załatwiliśmy.
#
A jeśli już o drugiej stronie barykady mowa, to te podziały widać również w obecnej radzie osiedla, widać je też w poczynaniach radnej p. B. Fajkowskiej, której sytuacja w trakcie wybuchów kolejnych konfliktów jest trudna na miarę pytania egzystencjalnego, – kogo reprezentować?
- Tych, którzy tworzą wierny i stały elektorat, czy może nowych, których coraz więcej, ale których głosy są niepewne, bo jeszcze często mieszkają „na dziko”, nie zgłaszając formalnie zakończenia budowy, bądź w dniu wyborów udadzą się na wycieczkę do hipermarketu.
Poza tym „nowi” nie zawsze wiedzą, gdzie jest znajduje się lokal wyborczy. Zwykle tzw. stary Aleksandrów miga im tylko przed oczami w trakcie jazdy samochodem.
Jak zatem zbudować nasz Aleksandrów nie mając nawet… boiska?
#
Od czasu do czasu obserwujemy walkę lokalnych społeczności o zachowanie szkoły we wsi. Bojownicy mówią wprost – bez szkoły wieś umiera. Co dziś może nas integrować „za czymś” w Aleksandrowie? Widzę tylko dwa elementy – Klub Kultury i Kościół ( ze wskazaniem na ten pierwszy). Czy może się pojawić jeszcze coś, co może integrować tak różnych członków naszej ( tu znów akcent) społeczności? Może, ale nie mając szkoły, lecznicy, targu - to „coś”, jeśli się już pojawi będzie integrować ludzi z jednej, lub kilku ulic. Wodociąg, kanalizacja, utwardzenie ulicy to mogą być te cele, których realizacja zmusi niejako do zaangażowania się jakiegoś mini osiedla ( Podkowy, Polany, Artystów).
#
Wspomniałem wyżej już o dwóch „integratorach”.
Pierwszy z nich to KK Aleksandrów posiadający świetną ofertę dla dwóch grup mieszkańców – małych dzieci i emerytów. Młodzież i dorośli póki, co powinni szukać możliwości rozwoju poza klubem. A jeśli tak to będzie bardzo trudno zintegrować młodzież, która mieszkając w Aleksandrowie, chodzić będzie do różnych szkół. Sytuacja może ulegnie poprawie, ale dopiero po rozbudowie obiektu i gdy będą na tę działalność środki finansowe.
Drugim miejscem integracji starego i nowego powinna być parafia, ale do tego tanga trzeba dwojga. Z przytoczonych wcześniej danych wynika, że 75% z nas nie jest zainteresowana żadną formą aktywności na tym polu. Migracja, jaka miała miejsce za poprzedniego proboszcza, obecnie się jeszcze bardziej nasiliła.
Jednym słowem – jesteśmy, a jakby nas w tym Aleksandrowie nie było.
#
I na koniec jeszcze jedno pytanie. A czy nam ta integracja jest potrzebna?
Czy stawiając wysokie i szczelne ogrodzenia nie wysyłamy sygnału „ zostawcie mnie samego”? A jeżeli nie potrzebujemy czuć się wspólnotą to, czego potrzebujemy?
Na początek chyba jednak takiej małej, regionalnej internetowej gazetki.
Taką rolę dziś pełni falenica.pl. I na nic zdają się zachęty i zaklęcia – nasza aktywność jest bliska zeru. Czy przyczyną jest procedura logowania ( naprawdę potrzebna), czy może boimy się, że nadejdzie taki moment, kiedyś trzeba będzie zamienić wirtualny świat, na ten realny?
A może żaden z poruszanych tu tematów nie wywołuje w nas aż tak wielkiego sprzeciwu, aby wyrazić swoją opinię?
Ja nie znam odpowiedzi…
j.

Odpowiedzi

Jak świat...

światem to zawsze koszula była bliższa ciału.
Pozdrawiam,
J.