Pro-life , ale bez … wysiłku

Pro-life , ale bez … wysiłku

To (na szczęście) cały czas dopiero początek wakacji – nad Bałtykiem urlopowicze wstają coraz wcześniej (palikowanie plaży), troski i kłopoty zostały w domu, ale przecież wszystko co dobre, szybko się kończy. A gdy tylko dzieciaki znów wrócą do szkół, temat powróci zupełnie na poważnie, bo oto do Sejmu wpłynęło 500 tys. podpisów ( wymagane jest 100 tysięcy, ale wielokrotność tej liczby świadczy zwykle o sile nacisku społecznego) o całkowitym zakazie aborcji i tym samym odstąpieniu od wypracowanego w latach 90-tych ub. wieku kompromisu.
*
Politycy, jeszcze przed sezonem ogórkowym, deklarujący swoje poparcie za zmianą status-quo w tej materii ( jakże przecież ważnej i istotnej, i to nie tylko z etycznego punktu widzenia) patrząc w oko kamery zapewniali, że z miłością przyjmą pod dach dziecko córki, jeśli zostanie poczęte w wyniku gwałtu bądź kazirodztwa. Zaiste jestem pełen podziwu dla takiej postawy, która wyraża się w tym tylko : „ rodzić bez względu na okoliczności”, ale trąci to dla mnie hipokryzją…

Gdybyśmy poszli dalej i zorganizowali referendum zadając dwa pytania:
1. Czy jesteś za ochroną życia poczętego?
2. Czy jesteś za całkowitym zakazem aborcji, karaniem więzieniem i zgodą na podziemie aborcyjne?

Moglibyśmy dostać dwie wzajemnie wykluczające się odpowiedzi. Bo ci, którzy odpowiedzieliby twierdząco na pytanie pierwsze musieliby odpowiedzieć negatywnie na pytanie drugie. Ponadto chcieliby, aby nikt nigdy nie musiał stawać przed wyborem aborcji jako „mniejszego zła”. Jednakowoż życzyliby sobie, aby w przypadku zagrożenia życia, ciężkiej choroby swojego nienarodzonego dziecka, czy też traumy związanej z gwałtem i jego skutkiem, jakim jest niechciana ciąża każdy ( a raczej każda) miał prawo podjęcia decyzji, z jaką najczęściej przyjdzie mu się w samotności zmagać do końca swoich dni.

Samotność, czy też pozostawienie samemu sobie osobie, która zdecydowała się na decyzję „pro-life” ( dziś to jeszcze wybór) jest kluczowe. Dlatego decydując w imieniu wszystkich Sejm RP powinien bez ogródek wskazać na obciążenia finansowe, jakie musi ponieść społeczeństwo, aby sprostać temu zadaniu. Jednak większość z nas czuje , że państwo jak w wielu innych sprawach odwróci się plecami , a przecież człowiek to jednak inna skala problemu niż: służba zdrowia, edukacja, czy emerytura.

W tej okropnej Wyborczej ( dla części z nas) był taki obrazek – grupa staruszków trzymając transparenty typu „ kochamy wszystkie dzieci” zbiera podpisy pod projektem obywatelskim. Nawet jeśli zdjęcie było tendencyjne , to ma w sobie coś z wyniku referendum w UK o pozostaniu / wyjściu z UE. Bo to starsi , odchodzący już z tego łez padołu zdecydowali o losie tych, którzy dopiero wkraczają w dorosłe życie i tak będzie coraz częściej, bo zmienia się struktura wiekowa wyborców w Europie – ośrodki dziennej opieki dla nas starych, będą wygrywały z przedszkolami dla was młodych. „Corega tabs” wygra w TV z ultra pampersami.

Młodzi pochłonięci pracą, spłatą kredytów, ale też wychowaniem nielicznych pociech oddadzą możliwość wyboru w ręce tych, dla których życie seksualne jest już wspomnieniem, lub których młodość wypadła w czasach PRL-u i powszechnie dostępnej metody antykoncepcji tj. „pełnego zakresu wywoływania miesiączki”.

Wybór ma prowadzić do podjęcia decyzji pro-life, ale musi temu towarzyszyć nie błogosławieństwo, ale czytelna i znaczna pomoc państwa ( i społeczeństwa) w procesie pielęgnacyjnym, rehabilitacyjnym i dorosłym życiu …dzieci. Dlaczego na zdjęciach są tylko małe berbecie, a nie wiekowi ludzie, którzy chociaż już dawno skończyli 18 lat nadal wymagają opieki i to często 24 h na dobę? Skąd się wzięła prośba J. Świtonia o eutanazję, jak nie z rozpaczy, że oto kiedyś zdrowy, potem skazany na pomoc starszych rodziców , uwięziony w czterech ścianach, a rodzina coraz bardziej pogrążająca się w niedostatku, bez chwili wytchnienia?

Właśnie tak – szczeniak to taki miły piesek, że czy można go nie wziąć pod swój dach?– to działa podobnie i stąd tylko małe dzieci na transparentach.

Zresztą, po co sięgać po aż tak drastyczne odniesienia? - Może na jednym biegunie niech będzie 18-letnia niepełnosprawna dziewczyna opuszczająca CZD, gdzie do tej pory miała wszystko, co niezbędne do walki z chorobą, a od teraz już jako dorosła ma sobie sama ze wszystkim poradzić, co w praktyce oznacza miesiące oczekiwań na wizyty u lekarzy specjalistów, wydatki rujnujące domowy budżet, ale czy usłyszycie, ze może byłoby lepiej, gdyby…? Nie, nie usłyszycie, ale pro-life kosztuje i musi kosztować.

Na drugim biegunie niech będzie 3 mln. ludzi żyjących w naszym kraju ( i to w czasie najlepszego rzekomo ćwierćwiecza w historii RP) w niedostatku i biedzie, a w tej grupie jest 800.000 dzieci - zapomnianych przez „system”, czyli państwo bądź niekochanych. Wystarczy wysłać z konta przelew na choćby 150 PLN dla 'SOS Wioski Dziecięce', aby potem ( sami odnajdą adres) nie móc się opędzić od próśb o stałe wsparcie. Jeśli składasz podpis to wiedz, że jego złożenie ma boleć finansowo i społecznie ( np. wolontariat) - często jednak jest pustym gestem i co najwyżej uspokaja płytkie sumienie.

Sumienie jest tu bardzo ważne – raz , że nie jestem sędzią w obcej sprawie, dwa – nie jestem Panem Bogiem ( bo nawet On dał mi wybór i wolną wolę), trzy - jeśli jestem chrześcijaninem to walczę przykładem, portfelem, czasem, pomocą, a nie więzieniem, czy też zmuszaniem kogoś do heroizmu, chcąc aby matka ryzykowała swoim życiem, często osieracając już żyjące dzieci.

W tym miejscu bronię też Kościoła katolickiego, który wywołany do tablicy przez organizacje pro-life nie mógł zachować się inaczej, jak tylko poprzeć ten projekt. Ale uczynił to w możliwy delikatny sposób – zalecając odczytanie komunikatu ( a nie listu!) w trakcie ogłoszeń. To ważne - komunikatu! Gdyby biskupi zdecydowali się na list, to musieliby pójść o wiele dalej, być może nawet zmuszeni byliby ogłosić, że wraz z uchwaleniem tego zakazu – wszystkie biskupie pałace i rezydencje, konta kurialne i parafialne będą służyć tylko postawom pro-life, każda samotna matka ( niewielu mężczyzn jest w stanie żyć z obciążeniem, że dali początek nowemu, doskonałemu ( bo nie sztuka w sztukę identycznemu), a jednak niepełnosprawnemu życiu.

Tym postem wchodzę niejako po raz drugi do tej samej rzeki – za ten z poprzedniej dekady zostałem zdjęty przez Admina, ale inaczej nie potrafię, nie chcę i nie mogę . Wtedy przywołałem propozycję p. Józefy Hennelowej z TP, że w ślad za każdym podpisem powinno pójść zlecenie stałe na 10 PLN / m-c do końca życia, aby wesprzeć działania pro-life wymienione przeze mnie wyżej. Cieszę się, że p. Józefa być może już w jednym z ostatnich wywiadów ( wiek) dla Polska The Times powtórzyła z całą stanowczością nabytego doświadczenia i długiego życia, że żaden mężczyzna, nawet ksiądz, nie będzie decydował, czy kobieta ma urodzić.

I tego prawa wyboru wszystkim paniom życzę.
A naszym politykom życzę , aby RP zdecydowanie poważniej traktowała powinności wobec obywateli i wspierała ich w trafnych wyborach.

Rychu