f.pl na wakacje – „Obiad”

*Polak panu powie: pracuję od rana do wieczora, wstaję o 7 kładę się o 22. I jak byłem biedny, tak jestem. Wiec pan mi tu imputuje, że mało wydajny jestem?

- Polak ma w głowie jeszcze komunizm. Nie chodzi o wydajność Kowalskiego, lecz całej wspólnoty ekonomicznej w przeliczeniu na statystycznego Polaka mierzona, jako PKB na osobę, a tego nie wyliczam ja, ale urząd statystyczny. Po to założyłem Fundację „ Pomyśl o przyszłości”, aby to tłumaczyć.

*”Kupując produkty z importu lub produkowane w Polsce przez zachodnie koncerny pomniejszamy polski PKB, czyli średnie krajowe wynagrodzenie”...

- W dużym uproszczeniu tak.

*To co? Powinniśmy kupować tylko polskie produkty?

- To zależy, czy chcemy więcej zarabiać, czy nie, trudno kogoś zmusić, żeby był bogaty.

*Kupuję polski ser, buty i mam od tego mieć większą pensję?

- Wynagrodzenie Kowalskiego, Wiśniewskiego czy Nowaka zależy od jego wykształcenia, od pracy, jaką wykonuje. Zależy też od tego, w jakiej wspólnocie ekonomicznej działa. Jak cała ta wspólnota funkcjonuje? Jaki jest PKB danego kraju. Im więcej wszyscy razem wytworzymy, tym więcej możemy przeznaczyć na wynagrodzenia, bo nasza wspólnota ekonomiczna – Polska jako całość – jest mało efektywna. (…)

* Idziemy do sklepu i kupujemy włoską pralkę

- Właśnie panowie wspomogliście włoski PKB. I spowodowaliście, że we Włoszech ludzie będą więcej zarabiać.

* Ale ci Włosi zbudowali u fabrykę w Polsce i u nas sprzedają te pralki?

- To owszem, częściowo będziecie wspierać polski PKB, ale włoski również. Bo ok. 20 % wartości tej pralki
to włoskie know-how, włoskie licencje, marka, włoscy inżynierowie, włoska technologia, odsetki od
wewnętrznych kredytów, które firma zaciągnęła w tamtejszych bankach. To zysk włoskiej gospodarki.

* Jak nie będziemy kupować włoskich, francuskich rzeczy, to oni nie będą kupować naszych.

- Ale oni już nie chcą kupować naszych produktów, jeśli nie muszą! Klient francuski jest skłonny zapłacić więcej za towar ze znaczkiem „made in France” niż za identyczny produkt „made in Poland”. Konsumenci w tamtych krajach wiedzą, że jeżeli miejscowy producent otrzymuje więcej pieniędzy za swój produkt, może również więcej zapłacić pracownikowi, który przy jego wytwarzaniu pracuje. Gdy nasi przedstawiciele handlowi sprzedają okna w Niemczech, jeżdżą w niemieckich autach. Niemcy zwracają na to uwagę. Gdybym przyjechał japońskim autem na polskich tablicach nikt by ze mną nie rozmawiał. Kiedy zaczęliśmy dostarczać okna do francuskiej sieci marketów budowlanych, cisnęli nas, żebyśmy wybrali francuską firmę przewozową. (…)

(…) Bo dlaczego Polacy mają być gorsi niż Niemcy, Szwedzi czy Holendrzy. Jak są mistrzostwa świata w piłce nożnej, to chcemy z nimi wygrywać, tak?

*Oczywiście

- To dlaczego w gospodarce mamy przegrywać? W tej chwili gospodarka globalna to nic innego jak mistrzostwa świata, gdzie walczą ze sobą koncerny z poszczególnych krajów. I który koncern więcej z innego kraju wyciśnie w postaci licencji, patentów, ogólnie mówiąc kosztów korporacyjnych, ten wygra bogactwo dla swojego kraju. Ja chcę po prostu abyśmy nie byli gorsi od Niemców, czy Duńczyków. A jak na razie wygląda podstawowy typ inwestycji zagranicznych w Polsce? Stawia się linie produkcyjną z gościem od wkręcania śrubek i panią do wklepywania danych do komputera. Polak jest tylko tanią siłą roboczą konkurującą z Chińczykiem, Wietnamczykiem , czy Hindusem. Jeżeli zagraniczny inwestor uzna, ze tam jest taniej to się z Polski wyniesie.

U siebie w macierzystym kraju zagraniczna firma pozostawia główną bazę z wysoko płatnymi najlepszymi miejscami pracy – projektantami, prezesami, inżynierami.

*Takich stanowisk do wkręcania śrubek też nam potrzeba.

- Oczywiście, jak ktoś jest głodny, to zupa też jest dobra. Czyli jak mamy wysokie bezrobocie to dobrze, że są inwestorzy zagraniczni, którzy je zmniejszają. Tyle, że obywatel musi sobie zdawać sprawę, że kiedy on je zupę , to Duńczyk zjada zupę, kotleta, szparagi i jeszcze deser.

Adam Góral, szef komputerowego giganta Asseco, mówi tak: Polskie firmy powinny się wspierać. Jeżeli ubezpieczenie to w PZU, jeżeli konto, lokata, kredyt- to w PKO BP. A jeśli niemiecka lub amerykańska spółka daje lepsze warunki? Wtedy idziesz do PZU czy PKO BP i mówisz, ze dostałeś lepszą ofertę – niech ją przebiją.

/ fragmenty rozmowy z Ryszardem Florkiem założycielem firmy „Fakro” z książki „ Łowcy milionów”/

**
Jak Wam się podoba przepis na kilkudaniowy obiad zamiast zupy jedynie? Mnie bardzo, zresztą cała książka jest bardzo interesująca, bo są to rozmowy z 10-cioma Polakami, którym udało się osiągnąć sukces, ale też niektórzy musieli zdobyć się na dramatyczne posunięcia, aby to, co stworzyli przetrwało.

Twórca fabryki okien dachowych stara się nas przekonać, że popierając to, co nasze wspólnie się bogacimy, że właściciel firmy X,Y, Z mając coraz większe obroty i coraz większe zyski jest bardziej skłonny płacić swoim pracownikom ( pamiętacie opowiastkę o Billu jr. Marriottcie?). I tu niestety zapala mi się czerwona lampka, ponieważ w innym miejscu, w tej książce, inny biznesmen wspomina, że nie raz był świadkiem jak za pierwsze pieniądze pojawiał się samochód, za drugie dom, trzecie jednak nigdy nie nadeszły. Czy dlatego, że 50 % firm w RP walczy tylko o przeżycie kosztem swoich pracowników i nie mając czy to wizji, czy sił na rozwój?

Chciałbym wierzyć, że to nie jest typowe zachowanie polskiego przedsiębiorcy – wraz z nadejściem kryzysu w 2008 roku „obciął” pensje o 20 %, po trzech latach je wyrównał, ale generalnie od 5 lat nie było żadnych regulacji w górę. Na ręku zegarek za 40 TPLN, na wakacje ( aż do Indonezji) przelot biznes klasą, gdzieś po drodze samochód dla teściowej w kosztach firmy i kolejna działka budowlana.

Ale zgadzam się – to, czy będziemy bogaci zależy nie tyle od każdego z osobna ile od nas, jako ogółu. Może to naiwne, ale każdy, kto bierze się za biznes powinien mieć poczucie, że nie chodzi tu, aby kogoś lub wielu oszukać, ale aby budować wspólne zaufanie do siebie i do wytwarzanych, czy sprzedawanych dóbr, że chodzi o rzetelność i uczciwość. Dlaczego jest tak, że jadąc za granicę oddychamy z ulgą, jeśli nasi rodacy stanowią niewielki ułamek gości danego hotelu? Scena przy barze- „ Idą nasi, przechodzimy na angielski”.

Bez zaufania nie będzie dobrobytu, ale to my wspólnie pracujemy na to zaufanie chociażby poprzez polecenie zapłaty – „ wolę sam pilnować rachunków, bo mi jeszcze ogołocą konto” albo te promocje z gwiazdką i umowy pisane czcionką „8-ką”. Każdy przekręt w sklepie internetowym oddala nas od „bogactwa narodu”. Musimy się nauczyć sobie ufać, musimy chcieć się popierać inaczej zawsze już będziemy bogatsi od biednych i ubożsi od bogatych.
j.