Barwy kampanii…

Barwy kampanii…

Jonasz (j.) – Dziś koniec roku szkolnego, jutro początek długiego weekendu, ważne święto kościelne i dzień ojca. Czy zważywszy na porę chciałbyś wrócić do kampanii samorządowej z ub. roku?
Forum_Aleksandrów ( f_a) – Taki powrót nic mnie nie kosztuje, zważywszy, że to Ty dzisiaj stawiasz…

j.- Poprosimy dwa razy cappuccino… Jaka była ta kampania?
f_a – Trochę śmieszna i trochę straszna. Zastanawiający był optymizm lub brak poczucia realizmu przez wielu ubiegających się o mandat. Najczęściej wyglądało to tak – Mieszkam tu od urodzenia, zna mnie, co najmniej kilkadziesiąt osób, to mam szansę. Zdarzały się też takie sytuacje, że ludzie kompletnie nie kojarzyli, z jakiej listy chcą startować, nie spotkali się nigdy z radą swojego osiedla i de’ facto nigdy społecznie nie działali.

j. – Radna poprzednich dwóch kadencji w A. p. B. Fajkowska zauważyła, że z każdymi kolejnymi wyborami coraz trudniej wejść do samorządu, tj. potrzeba coraz więcej głosów.
f_a - To akurat mnie nie dziwi. Wystarczy porównać kilka liczb z 2006 i 2010 roku – mniej ugrupowań, to mniejsza liczba kandydatów, a tym samym mniejsze rozstrzelanie głosów wyborców.

j. – A jak głosują Twoim zdaniem wyborcy?
f_a – Bez względu na rodzaj wyborów najczęściej decyduje lista partii/ugrupowania – sympatie polityczne przenoszone są niżej, potem albo świadomy wybór, albo pierwsze lub ostatnie nazwisko na liście, krótkie/ długie nazwisko, liczba kobiet na danej liście.

j.- Z tego wniosek, że zwyciężczyni mandatu z A. mogła być pewna sukcesu, bo była jedyną kobietą na liście PO, w naszym okręgu…
f_a – Może nie do końca pewna, ale na pewno miało to znaczenie - zważywszy, że co najmniej 30 % wyborców wyboru dokonuje przed samą urną. Poza tym p. Joanna w innych komisjach tylko zyskiwała, gdy pozostali (łacznie ze mną) tracili…

j.- Cały czas wybory samorządowe kojarzone są z zaśmiecaniem skrzynek pocztowych ulotkami, Ty chciałeś pokazać, że można trochę inaczej…
f_a – Przede wszystkim miało nie być tak śmiertelnie poważnie i …nudno. Z drugiej strony nie miałem za bardzo wyjścia. Organizacja wyborów samorządowych w RP faworyzuje duże partie. Bezpartyjni zrzeszeni na listach samorządowych bardzo długo czekali na numery list, więc nie mogli wcześniej zlecić druku ulotek. Stąd narodził się pomysł z listem do mieszkańców, który nie tylko pozwalał na szerszą prezentację, ale wpisywał się w tryb tzw. dwukrotnego ulotkowania. Samo spotkanie przedwyborcze to już taka trochę kampania w stylu amerykańskim – nie tylko słowa, ale również fanty lub jak kto woli - kiełbasa wyborcza.

j. – Ile trzeba było roznieść tych ulotek, żeby wygrać?
f_a – Dobre pytanie. Pani Joanna wygrała mandat roznosząc 4500 sztuk, ja rozniosłem dwa razy ponad 1000 sztuk, Pani Wiesia może, około 200, co by oznaczało, że to Ona miała najwyższą „wydajność z hektara”

j. – Drukowanie ulotek i listów, fanty i miejsce na liście – to wszystko kosztuje. Dużo wydałeś?
f_a – Wydatki „dużo/ mało” to pojęcie względne, bo przecież w grę wchodzą diety, po 2 tys. złotych, przez cztery lata. Stad niektórzy podchodzą do tego tak – „muszę zainwestować jedną lub dwie diety, żeby potem wybrać ich 42, czy 48”. Mnie to kosztowało całkiem niezły garnitur…

j. – I co, warto było?
f_a – Dać szansę demokracji (…śmiech)? Mój udział to była próba odpowiedzi na kilka pytań… Po pierwsze, na ile człowiek znikąd, nieumocowany politycznie ma szansę w środowisku tak hermetycznym, jak to w Aleksandrowie osiągnąć dobry wynik…

j.- 164 głosy i druga pozycja w A., to był chyba sukces?
f_a – Tak, to prawda. Nigdy już nie dowiemy się, jaki udział w nim mieli rdzenni mieszkańcy osiedla, a jaki napływowi?

j. – A po drugie, po trzecie…?
f_a – Jak porównasz 1000 sztuk i 4500 sztuk to szukasz odpowiedzi na inne pytanie. Czy warto rozrzucać ulotki poza swoją macierzystą komisją? Pani Joanna odpowiedziałaby zapewne, że tak. W końcu w samym Aleksandrowie uzyskała mocne 130 głosów, ale mandat zapewnił jej elektorat wyborczy w innych komisjach. Ja przy tej ilości skoncentrowałem się na Falenicy – na Miedzeszyn już mi tych materiałów zabrakło. I co? Przy założeniu, że w Falenicy rozniosłem dwukrotnie po 600 ulotek i listów zebrałem może 15 głosów, doliczając jeszcze kilka z Miedzeszyna dało to w sumie 25 głosów poza swoim macierzystym okręgiem.
To była porażka.

j. – A więc same ulotki nie wystarczą?
f_a – Nie wystarczą. Właściwe ktoś, kto nie piastował żadnej znanej funkcji ( dyrektor szkoły, kierownik ośrodka zdrowia, naczelnik poczty itp.), nie jest dobrze ulokowany na partyjnej liście - jest w dużej mierze bez szans i przekonanie się o tym to był cel trzeci. Gdyby mi się udało, za cztery lata mógłbym powiedzieć kolejnym kandydatom – macie szanse…

j.- A jednak Wawer 2002 i przykład p. Mirka Gotowca?
f_a – Zapewne nie jeden przegrany po zwycięstwie p. Mirka sobie myślał, że trzeba było pójść z tymi, którym nie dawano szansy, ale tak naprawdę to tzw. samorządowcy są w odwrocie i w stosunku do 2006 roku nie zyskali, a stracili. Można śmiało powiedzieć, że taka formuła wyborów i propozycje ugrupowań oraz towarzystw się stopniowo wyczerpują, faworyzując w sposób oczywisty partie polityczne. Poza tym p. Mirosław to twarz z wielkiego bilbordu, a jak uważają wyborcy takie twarze wygrywają oraz to sygnał, że mimo wszystko elektorat jest cały czas gotów dawać szansę nowym postaciom…

j. – Jak oceniasz mandat zdobyty dla Aleksandrowa?
f _a – Wydaje się, że jeżeli już rozdaliśmy 400 głosów na lewo i prawo, to mandat p. Joanny jest najlepszym z możliwych. Raz, że p. Waligóra reprezentuje rządzące ugrupowanie, dwa piastuje stanowisko w-ce przewodniczącej rady dzielnicy. Mandaty zdobyte przez p. Przonek lub przeze mnie to byłaby jedynie opozycja lub marginalizacja.

j.- Marginalizacja na własne życzenie. Mam na myśli WIS…
f_a – Nie mnie tu ferować wyroki, ale prawdą jest, że obecna sytuacja wynika z „ucieczki” części rządzących przed ostatnimi wyborami pod skrzydła ugrupowań, które tak w sumie odradzają się tylko raz na cztery lata, na czas wyborów.

j. – Czas szybko płynie. Pierwsze koty za płoty…będziesz startował w 2014?
f_a – W obecnych realiach nie widzę sensu. Mogłoby się to stać, gdyby spełniony został jeden z dwóch warunków - Albo powstaną okręgi jednomandatowe, albo diety wynosić będą zero złotych, a radni dostawaliby jedynie zwrot kosztów podróży / wyjazdów służbowych, jak to zaproponował radny z Lęborka opierając się na przykładzie Danii…

j. – Czarno to widzę. To w tej sytuacji, jeśli nie pojawi się nikt znaczący na horyzoncie p. Joanna może spać spokojnie?
f_a – Już kiedyś napisałem… „Aleksandrowska rzeczpospolita babska” i tego się trzymam. Obecnej radnej wieszczę drugą, trzecią i może nawet czwartą kadencję, jeśli tylko będzie sama tego chciała. Zawsze łatwiej bronić się w twierdzy, niż ją zdobywać ( śmiech)…

j. – I na koniec wróćmy do teraźniejszości. Nie chciałeś kandydować powtórnie do rady osiedla, dlaczego?
f_a – Po pierwsze - moja „kariera” samorządowa skończyła się nim naprawdę się zaczęła.
Po drugie - radny dzielnicowy i rada osiedla powinni tworzyć zgrany duet, aby coś dla tego osiedla ugrać, a ja nie bardzo pasuję do tego tandemu. I po trzecie - wszystko idzie w kierunku odebrania radzie osiedla jakiejkolwiek możliwości decydowania o miejscu, w którym mieszkamy. Budżet wydatków w wysokości 1500 złotych rocznie również nie powala na kolana.

j. – Jesteśmy w strefie Wi-Fi, nie masz nic, przeciwko, aby puścić naszą rozmowę natychmiast do sieci?
f_a – Może kłopotów z tego nie będzie ( śmiech). Nie pozostaje nam nic innego jak tylko życzyć udanego długiego weekendu, tym bardziej, że to też pierwszy weekend tegorocznych wakacji.

Odpowiedzi

400...

głosów - gdybyśmy ich nie rozdali moglibyśmy gwizdać na okręg.
Szkoda:-(.
Pozdrawiam,
J.