Pozwólcie nam krzyczeć…

Pozwólcie nam krzyczeć…

Zamknięta ulica przed ambasadą Izraela, rozmowy na szczeblach premierów, protesty państw, apel kongresmenów USA i trudne położenie ustawodawcy, który niczym Piłat, powtarza : „com uchwalił, uchwaliłem”. I chociaż historia jest tylko jedna jako suma decyzji, zdarzeń i zbiegów okoliczności, to każdy podmiot trzymający władzę stara się tworzyć i pisać swoją tzw. historyczną prawdę...

Do pewnego momentu życia każdego z nas historia to białe i czarne. Jednak jeśli nie spoczywa się na laurach, czerpie się wiedzę z rożnych źródeł, to w historii pojawia się coraz więcej szarości, chociaż jedno jest niezmienne – historia nigdy nie jest kontrowersyjna, bo ona po prostu się zdarzyła …

Jeszcze w latach 70 –tych ubiegłego wieku, gdy książka była dobrem niemal tak pożądanym jak szynka konserwowa, wpadła mi w ręce powieść Stanisławy Fleszarowej – Muskat „Pozwólcie nam krzyczeć”. I chociaż to kolejna część trylogii tej autorki zatytułowana „Przerwa na życie” weszła do kanonu najważniejszych książek PRL-u, to jednak historia warszawianki wywiezionej na roboty do katolickiej Bawarii zachwiała moim biało-czarnym ( i idealnym) obrazem II RP . Mimo upływu lat pamiętam główne wątki i sytuacje, a wśród nich również i tą, kiedy Polka z Podhala zwierza się innym robotnicom, że dzięki tej wywózce pierwszy raz w życiu nie chodzi spać głodna, a to było na porządku dziennym przed wojną. Jak by było tego mało, byli w tej powieści również dobrzy Niemcy.

Dziś, po zmianach ustrojowych i otwarciu na świat, wiedza o czasach minionych jest nie tylko większa, ale i bardziej obiektywna, bo pokazywana z kilku stron. Aby zrozumieć, o co chodzi krzyczącym, trzeba sięgnąć do jednej z 6 –ciu najczęściej cytowanych na świecie książek o Holokauście, którą napisał Żyd z Poznania zmuszony do emigracji w 1968 roku i któremu za życia nigdy nie wybaczono uwiedzenia komunizmem w pierwszych latach powojennych – mowa tu oczywiście o „ Nowoczesności i Zagładzie” Zygmunta Baumana.

Warto również sięgnąć po opracowania amerykańskiego historyka Timoty Snyder’a (który, aby być bliżej materiałów źródłowych, nauczył się polskiego) odpowiadającego w swoim eseju „Czarna ziemia” m.in. na to pytanie – Dlaczego miejsca kaźni, obozy zagłady były zlokalizowane na terenie Polski i dlaczego 90 % Żydów z Polski, Białorusi i Ukrainy poszło do piachu, gazu i przez komin, a jednocześnie 90 % Żydów holenderskich i duńskich przeżyło wojnę?

Natomiast Andrzej Leder w „Prześnionej rewolucji” kreśli obraz dwóch rewolucji, które dokonały się w Polsce rękami sił, które we wrześniu 1939 roku zdecydowały o unicestwieniu państwowego bytu „wersalskiego bękarta”. Pierwsza rewolucja to eksterminacja 10 % obywateli RP i pozbycie się tzw. problemu żydowskiego – gdzie jednak 10 % z tych dziesięciu procent przeżyło wojnę, a po powrocie domagając się swoich księgarń, zakładów i warsztatów oraz domów przepisywanych „na czas wojny” na polskich sąsiadów (po wprowadzeniu zakazu przez Niemców o posiadaniu majątku przez Żydów), widzieli „gest Kozakiewicza”. Druga rewolucja zrobiona rękami Rosjan doprowadziła do totalnego przeorania warstw społecznych – oto potomek chłopa pańszczyźnianego stawał się dyrektorem fabryki lub hierarchą w Episkopacie Polski.

Jeszcze więcej o nas samych możemy przeczytać w „Wielkiej Trwodze” Marcina Zaręby ukazującego obraz społeczeństwa polskiego w latach 1944-47. Obraz miejscami szokujący, ale pozwalający zrozumieć, dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy.

Jeśli do tego dodamy jeszcze uniwersalne dzieło Hannah Arendt „ Korzenie totalitaryzmu” ( nie przeczę – trudne , ale w pewnym momencie widzimy tam „Ucho prezesa”) i pierwszą taka pracę napisaną przez Niemca Nicholas ‘a Stargardt’a „Wojna Niemców. Naród pod bronią 1939-45” , to powinno być nam łatwiej zrozumieć dlaczego wolność musi pozwolić na krzyk. Tak, jak dlaczego bohater jednego narodu, jest zbrodniarzem w oczach narodu, który jest sąsiadem tego pierwszego?

Wyżej wymienione lektury sprawią, że również będzie nam łatwiej pogodzić się z faktem, że 90 % ( znów ta liczba) społeczeństwa chodzi zawsze o przeżycie, a człowiek tylko w ludzkich czasach zachowuje się po ludzku.

I na koniec tych rozważań film „Powódź – 1947” Jerzego Bossaka wyróżniony na festiwalu filmów dokumentalnych w Cannes wraz z pytaniem - Nawet jeśli dziś mamy więcej, to czy mentalnie aż tak bardzo różnimy się od tamtych ofiar powodzi, która miała miejsce nie tak daleko stąd, bo pod Wyszogrodem w 1947 roku?

powódź