Cztery rury i dwie krowy…

Cztery rury i dwie krowy…

Sierpniowe przedpołudnie - jedną z głównych arterii Wawra przemieszcza się biały SUW BMW i chociaż auto ma aż cztery rury wydechowe to kierujący zachowuje się przyzwoicie tj. nie daje poznać swojej przewagi nad innymi użytkownikami drogi, być może dlatego, że za kierownicą siedzi kobieta. Zupełnie inaczej rzecz się ma o innej porze tego samego dnia – kierujący Porsche (wersja cabrio) również wyposażonego w cztery wydechy lubi wyraźnie wysoki poziom adrenaliny, albo wyjechał za późno lub bawi go przedłużenie męskości, bo wyraźnie idzie na „wydrę” podnosząc ciśnienie jadącym z przeciwka...
*
I zapewne rejestracja pobliskiego miasta nie ma tu nic do rzeczy chyba, że jedynie to, że również w nieodległym mieście ludzie mają i fantazję, i pieniądze - chociaż przede wszystkim to drugie…
**
Budowa kapitalizmu po 1989 roku mimo wielu plusów objawiła się ( i nadal się objawia) kilkoma znaczącymi ułomnościami. Niewątpliwie po zmianie ustroju bogactwo stało się cnotą ( i jest nią w istocie), z którą nie trzeba się już kryć. To raczej bieda jest tym, co chowa się po kątach i nie przynosi chluby, bo jeśliś biedny to znak, żeś nieudacznik albo leń. Bogactwo na zewnątrz rzadko kiedy idzie w parze z bogactwem wewnętrznym, chociaż pieniądze nie lubią hałasu i o niektórych filantropach nawet nie słyszymy, bo też wraz z poziomem odkładanych zer na koncie, zamianą auta na coraz większe, wraz ze zmianą mieszkania z bloku na dom, a potem na posiadłość rodzi się pytanie – a ile trzeba mieć, aby chcieć się podzielić swoim bogactwem z innymi? Wielu z nas odpowie, że nigdy nie ma wystarczająco dużo.

Co ciekawe, łatwiej o empatię u ludzi niezbyt zamożnych niż u ludzi rzeczywiście dobrze sytuowanych. Chociaż jak dowodzi autor „Prześnionej rewolucji” – u ludzi skrzywdzonych próżno szukać zrozumienia i współczucia. Powinno zadziałać zrozumienie dla drugiego, któremu dzieje się krzywda, ale tak się nie dzieje. W takim razie może łatwiej jednak o gest dobrej woli ze strony osoby, która osiągnęła już stosowny status społeczny, polityczny bądź biznesowy.
- Na prośbę o zorganizowanie pobytu w Brukseli dla kilkorga dzieci z zapadłej polskiej prowincji odpowiedziała tylko jedna europosłanka. Gdy jedna ze zdolnych dziewczyn poprosiła o wsparcie 70 firm o ufundowanie stypendium, które pozwoliłoby na kontynuację nauki w USA, odpowiedziały tylko dwie, ale żadna z Polski.

Po roku 1989-tym wszyscy zajęli się budowaniem klasy średniej, ale nikt nie pomyślał, że klasa średnia dziś, to jak wiek temu tzw. inteligencja, która bogacąc się pamięta, że nie chodzi tylko o konsumpcję, że w kraju gdzie nierówności nie są aż tak widoczne żyje się lepiej wszystkim – obywatele mniej chorują, mniej się boją, bardziej sobie ufają. Bogactwo jest cnotą jeśli jest pożytkowane z myślą nie tylko o sobie.

Warto spojrzeć na swój stosunek do ochroniarzy, kelnerów, dostawców karmy i zakupów do naszych domów, sprzątaczek w biurze, pracowników służb porządkowych. Ludzie z kraju św. Jana Pawła II emigrują nie tylko w poszukiwaniu lepszego życia, ale również dlatego, że pragną szacunku. Amerykanie, co by o nich nie powiedzieć, potrafią podziękować śmieciarzowi za wykonywaną pracę, nie pytają „a dlaczego on to robi, co z tego będzie miał?” widząc nie tylko swoją posesję, ale i otoczenie dokoła, które staje się dla nich dobrem wspólnym.

Dziś po 27 latach rodzi się pytanie – kto nam „wychowa” klasę średnią? Niestety możliwości z roku na rok coraz bardziej się kurczą – nauczycielem nie będzie klasa polityczna, bo jej notowania są najniższe w historii, nie będzie to szkoła, bo na efekty przyjdzie nam czekać kolejne 25 lat. Coraz mniej do powiedzenia ma w tej materii również polski Kościół, który jak ognia unika tematów istotnych, a dla kaznodziejów tematami wiodącymi są: bieżąca polityka, seks, upadek moralności. Próżno szukać w kazaniach pytań (i odpowiedzi) o sens życia, cierpienia, bogactwa jako drogi …zbawienia, wyzysku pracowników, unikania płacenia podatków, oszukiwania pracodawców. Owszem cechą charakterystyczną każdej niedzielnej wizyty w kościele jest …ściepa. Nie chodzi o tacę, bo była zawsze i dopóty nie zostanie uchwalony stosowny podatek - utrzymywanie struktur i zasobów materialnych związków wyznaniowych jest obowiązkiem wiernych, ale oczywiście chodzi tu o wszystkie zbiórki po wyjściu ze świątyni.
Teoretycznie nauczycielem mogłoby być państwo uświadamiając obywatelom i podatnikom jak działa system odpisów podatkowych i darowizn. Wysyłając pieniądze fundacjom, dając na tacę moglibyśmy poczynić odpis od dochodu i tym samym zmniejszyć swoje obciążenia podatkowe – ale ani fiskus, ani księża nie są tym specjalnie zainteresowani – sumarycznie tracą na tym wszyscy.

Czy potrzebujemy auta z czterema rurami? I nie chcę odpowiadać na to pytanie w ten sposób – czy można karać kogoś, kto uczył się więcej, wstawał wcześniej i więcej ryzykował? Nie chcę też odpowiedzieć w ten sposób – moje ryzyko, moja firma, moja kasa i nie mam zamiaru się z nikim tym dzielić.

Jak zatem odpowiem?
- „Grunt pod nogami” ks. Jana Kaczkowskiego to lektura dla klasy średniej, która tylko poprzez samokształcenie może robić coś więcej niż tylko pomnażać pieniądze.

Jak odpowiem?
- „Głód” Martín’a Caparrós’a powinien ( chociaż nas nie zmusi) powstrzymać naszą decyzję o coraz większym domu, samochodzie, o kolejnym mieszkaniu na wynajem …

Jedna z rozmówczyń autora "Głodu" – mieszkanka jednego najbiedniejszych państw Afryki zapytana, czy jakby mogła prosić o wszystko, to o co by poprosiła? – O krowę, bo miałaby mleko dla dzieci, nie myślałaby tylko o głodzie i braku pożywienia. Martín Caparrós zapytał raz jeszcze, ale gdyby naprawdę mogłaby dostać wszystko? Kobieta po dłuższym namyśle powiedziała, że poprosiłaby o dwie krowy, bo odtąd już nigdy nie byłaby głodna, ani jej dzieci, a mogłaby pomóc jeszcze innym.

Cztery rury i dwie krowy…

j.